Następne wydarzenie w:

  • 00 DNI
  • 00 GODZ.
  • 00 MIN.
  • 00 SEK.
+

News

„W nowych kontekstach i w nowych formach wyrazu chrześcijanin jest po raz kolejny powołany do dawania odpowiedzi każdemu, kto pyta o motywy nadziei, która w nim jest (por. 1 P 3,15).” Benedykt XVI

Najlepsze dwa tygodnie w życiu*

Kategorie: Blog

11117549_1635181466699877_345782084_n

Ani przez chwilę nie zastanawiałem się przed podjęciem decyzji o wyjeździe na Oazę Wakacyjną. Co prawda nie wiedziałem na co się piszę, ale pasowało mi to. Nie zagłębiałem się zbytnio w opowieści tych, którzy mieli już za sobą takie doświadczenia, nie szukałem po internecie informacji dotyczących tego, jak taki wyjazd wygląda. Chciałem tego doświadczyć na własnej skórze.

Niektórych jednak może przerażać (albo przynajmniej niepokoić) wizja spędzenia ponad dwóch tygodni w oddalonym od cywilizacji miejscu, które na pozór nie ma do zaoferowania nic poza możliwością skupienia się na modlitwie. Nie jestem w stanie wniknąć w dusze wszystkich wahających się i rozważających wyjazd na letnie rekolekcje i mam świadomość tego, że w żaden sposób nie rozwieje ich wątpliwości. Jedyne, co mogę zrobić, to opowiedzieć o tym, co zrobił ze mną takie rekolekcje.

Zacznijmy od tego, że rok temu, tuż przed samym wyjazdem, znajdowałem się na skraju przepaści. Byłem dosłownie o krok od stania się wrakiem człowieka. Miałem dość wszystkiego; przerażała mnie ludzka fałszywość, ta cała nieustanna gra pozorów i zakłamanie. Każdego dnia zadawałem setki ważnych pytań, lecz nie potrafiłem znaleźć na nie odpowiedzi i, co najgorsze, wydawało mi się, że nikogo na świecie one nie obchodzą. Na dodatek odnosiłem wrażenie, że Bóg dobrze zdaje sobie sprawę z mojego cierpienia, ale celowo milczy.

Wtedy nie jeszcze nie rozumiałem dlaczego. Wtedy pragnąłem jedynie prawdziwego życia i spokoju serca.

11267701_1635181426699881_307576699_n

Po przyjeździe do Murzasichla (właśnie tam miały miejsce moje rekolekcje – ONŻ pierwszego stopnia) z miejsca uderzyły mnie ludzka życzliwość i serdeczność. Tylko przez krótką chwilę towarzyszyły mi poczucie wyobcowania i nieufność, lecz bardzo szybko zostały one przegonione przez autentyczną radość i poczucie przynależenia do wspólnoty. Później już do końca rekolekcji czułem, że wszyscy razem i każdy z osobna traktują mnie jak bym był kimś wyjątkowym i naprawdę wartościowym (nie było w tym żadnej pychy, egoizmu i wywyższania się; zwykłe poczucie docenienia) i jednocześnie jeszcze więcej czerpałem z przebywania w ich towarzystwie.

Bezsprzecznie jednak najważniejsze było moje osobiste spotkanie z Bogiem, odczucie Jego obecności. Takich chwil było mnóstwo m.in. uroczystość przyjęcia Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela (to tylko brzmi tak skomplikowanie, w rzeczywistości jest to prosty i niezwykle piękny moment), kiedy to jeden, jedyny raz w ciągu całego wyjazdu świeciło słońce; przez resztę naszego pobytu dzień w dzień padało; czy Droga Krzyżowa, którą odbyliśmy w ekstremalnych warunkach (jej trasa przebiegała przez las, co w połączeniu z ulewą i błotem musiało nieść ze sobą fatalne skutki dla naszego obuwia). Wróciłem z niej przemoczony do suchej nitki, z butami pełnymi wody, radością w sercu i uśmiechem na twarzy.

11267472_1635181620033195_376480578_n

Ale najbardziej Jego obecność odczułem podczas samotnej (wyprzedziłem nieco resztę grupy) wędrówki granią Czerwonych Wierchów. Niebo było szare, zanosiło się na deszcz. Po obu stronach szlaku wisiała gęsta mgła. Szedłem sam, a tuż obok mnie (właściwie wraz ze mną) kroczyła Cisza, w której był On. Dla niektórych byłby to zwykły spacer granią; dla mnie było to nieomal mistyczne doznanie.

11258994_1635181533366537_133164544_n

Bez końca mógłbym przywoływać chwile, dzięki którym do końca życia będę wspominał te „najlepsze dwa tygodnie w życiu”.

Począwszy od samej ciągnącej się przez długie godziny drogi, tych postojów, na których graliśmy w siatkówkę, poprzez nawiązywanie nowych znajomości i przyjaźni (osobiście uważam to za fenomen; przyjeżdżałem tam jako samotnik i introwertyk, nie znając prawie nikogo, a wyjeżdżałem znając imiona wszystkich osób, z którymi spędziłem te siedemnaście dni!), wieczory pogodne, tańczenie belgijki, ognisko, gry i zabawy, wspólne śpiewanie (nie tylko w kaplicy, ale również na schodach i korytarzu w pensjonacie!), poznawanie sekretów liturgii, uczenie się modlitw po łacinie, plecenie wianków, struganie w drewnie, uczestnictwo w nabożeństwach i codziennych mszach świętych, spotkania w grupach, analizowanie w samotności słów Pisma Świętego, śpiewanie kolęd (tak tak, kolęd!), wstawanie o piątej rano przy dźwiękach pieśni „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana” śpiewanej przez animatorów (najlepsze wykonanie, jakie dotychczas dane mi było usłyszeć) przemierzanie górskich szlaków, aż do samego końca – do agapy, zabawy wieńczącej nasz ponaddwutygodniowy pobyt w Murzasichlu, gdzie było mnóstwo jedzenia i jeszcze więcej tańczenia.

Kiedy było już po wszystkim, gdy siedziałem na poboczu czekając wraz z innymi na autobus, spojrzałem w górę i ujrzałem rozgwieżdżone niebo. Setki, a może nawet tysiące gwiazd. Absolutnie nieziemski widok. Dokładne przeciwieństwo tego całego chaosu, który był we mnie przed wyjazdem.

11256157_1635181563366534_141813135_n

Jeżeli gdzieś z tyłu głowy kłębi Ci się myśl, że się nie nadajesz, że to nie dla Ciebie, że nie dasz rady, moja rada dla Ciebie brzmi tak: Jedź! Ja jechałem nie potrafiąc się szczerze modlić, uważając Pismo Święte za lekturę nie do przebrnięcia, nie potrafiąc śpiewać (zresztą nadal nie umiem) i przede wszystkim ze zmasakrowanym sercem.

Nie tylko dałem sobie radę, ale odnalazłem szczęście, równowagę wewnętrzną i Boga. Nadal się wahasz?

Jedź, a przeżyjesz najlepsze dwa tygodnie w życiu!

Zdjęcia: Klaudia Romatowska

* – to sformułowanie nie jest mojego autorstwa; słyszałem je wielokrotnie z ust ludzi, którzy właśnie tak oceniają swoje letnie rekolekcje oazowe

Bartłomiej Witeszczak

Dodaj komentarz

  1. Redakcja serwisu plockaoaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia.
  2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję.
  3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem.