Następne wydarzenie w:

  • 00 DNI
  • 00 GODZ.
  • 00 MIN.
  • 00 SEK.
+

News

„W nowych kontekstach i w nowych formach wyrazu chrześcijanin jest po raz kolejny powołany do dawania odpowiedzi każdemu, kto pyta o motywy nadziei, która w nim jest (por. 1 P 3,15).” Benedykt XVI

Maleńki bagaż

Kategorie: Blog

12562728_514171342077402_669190754_o

Było późno. Mrok delikatnie wziął w swe objęcia miasto, usypiając je kołysanką rytmicznie spadających kropli deszczu. Świat wydawał się być jeszcze bardziej ponury i złowieszczy niż zwykle. Był to jeden z tych momentów, kiedy człowiek pragnie jedynie zasnąć we własnym łóżku z gorącą herbatą przy poduszce i porywającą książką w ręku. Jednakże pośród ciemnych budynków, kąpiących się w delikatnym świetle latarni, pojawiła się niewysoka, wychudła postać. Krążąc labiryntem ulic, ciągnęła za sobą maleńki bagaż. Sądząc po budowie ciała i krótko przystrzyżonych włosach, był to dwudziestoparoletni mężczyzna. Nie śpieszył się, szedł powoli, wystukując równy rytm na chodniku, który zdawał się niebawem zamienić w rwący potok.

Wędrowiec, opadłszy z sił, począł przeszywać wzrokiem spływające z góry strumienie w poszukiwaniu suchej przystani, gdzie mógłby przeczekać ulewę. Po chwili siedział już na najwyższym stopniu ogromnych schodów, nad którymi majestatycznie rozciągało się jego wybawienie – olbrzymi dach. Pełen nadziei, że pogoda się nad nim zlituję, przeniósł się myślą do czasów, kiedy sam fakt, że żyje, malował na jego twarzy ogromny uśmiech. Pogrążony w melancholii, pytał samego siebie, co się stało z tym pełnym życia Danielem, dokąd odszedł jego zapał, wigor, optymizm, nadzieja…

– Ponury dzień, prawda? – wypowiedział przyjazny głos, powoli zbliżając się do mężczyzny. – Może zechce pan wejść do środka?

– Nie, nie chciałbym sprawiać panu kłopotu – odpowiedział, w głębi serca czekając na powtórzenie propozycji.

– Ależ to żaden kłopot. Nazywam się Wojciech Nowak i jestem proboszczem tej parafii. Proszę wejść, zapraszam.

Uciekając przed deszczem, pospiesznie przeszli do oddalonego o kilka metrów budynku. Za masywnymi, brązowymi drzwiami, kryło się niezbyt nowoczesne wnętrze. Daniel poczuł coś dziwnego, jakby w jednej chwili wróciła cała jego młodość.

Mnogość obrazów, porozwieszanych w centralnych miejscach pokoi, niczym nie zmącony porządek oraz cisza, w której uderzenie serca wywołuje hałas porównywalny do bicia kościelnego dzwonu, przypomniały mu rodzinny dom, babcię, która go wychowywała po śmierci jego rodziców, dni, w których samo życie wydawało się być najpiękniejszą przygodą. Niegdyś codziennie klękali do modlitwy, rano prosząc o błogosławieństwo na cały dzień, a wieczorem dziękując za wszystko, co zostało im dane. Dla tego, kilkunastoletniego wówczas, chłopca, były to najważniejsze chwile w ciągu dnia. Codzienna Eucharystia, myśl nieustanie trwająca przy Bogu i gorące serce dawały mu ogrom siły. Słowo „niemożliwe” zdawało się dla niego nie istnieć. Jego entuzjazm, werwa, blask w oczach, optymizm i hart ducha zarażały wszystkich, których napotkał na swej drodze. Jednak ów bagaż, z którym nigdy się nie rozstawał, okazał się ogromnym ciężarem.

– Miałem wtedy 16 lat… – wyszeptał.

– Kiedy? – delikatnie zapytał ksiądz, domyślając się, że jego gość ma jakiś problem.

– Kiedy zmarła. Była moją jedyną rodziną, to ona mnie wychowywała. Miała słabość do obrazów, mieliśmy ich w domu pełno. Każdego dnia modliliśmy się przy innym, wszystkie tak bardzo ceniła. Wraz z jej śmiercią, umarła część mnie… Dlaczego!? Nie… Gdyby istniał, nie zrobiłby tego, nie zabrałby… Jedna wielka bzdura – wymamrotał przez łzy.

Nagle wróciło do niego to wszystko, z czym walczył przez ostatnie lata. Nigdy się z tym nie pogodził. Był tak zaślepiony gniewem, że stracił to, co miał w życiu najcenniejsze – wiarę. Przez te wszystkie lata pił, żył szybko, nie dbał o przyszłość, kobiety były dla niego jedynie chwilą zapomnienia, za kradzież został wyrzucony z pracy i od tamtej pory żył na ulicy.

– Wiem, że nie jest ci łatwo, rozumiem, że jesteś wściekły na Boga, ale pamiętaj, że On nigdy nie daje nam więcej niż możemy udźwignąć. Z pozornie beznadziejnych sytuacji, On, mocą swojej miłości, potrafi wyciągnąć dobro. I nawet, jeśli odejdziesz od Niego, wejdziesz w najgorsze błoto, zawsze możesz wrócić, a On z otwartymi ramionami będzie na ciebie czekał – odpowiedział kapłan, podając mu starą, zniszczoną księgę – Pismo Święte.

Daniel niepewnie wziął je do ręki i, po chwili zastanowienia, otworzył na przypadkowej stronie. Była to Ewangelia według św. Łukasza. Rozdział 15. Przypowieść o Miłosiernym Ojcu. Zaczął czytać. Łzy powolnie spływały mu po policzkach, kończąc swą podróż na śnieżnobiałej koszuli, oddech miał tak ciężki, jakby przed chwilą przebiegł maraton, a ręce niewyobrażalnie drżące. Padł na kolana i modlił się. Zrozumiał, jak bardzo mylił się, myśląc, że Bóg przestał go kochać i dlatego zabrał mu jedyną bliską osobę. Dotarło do niego, że cokolwiek by się wydarzyło, Bóg zawsze będzie obok, podtrzymując go swym silnym ramieniem, dając moc do przezwyciężenia wszelkich trudności. Podziękował księdzu i wybiegł. W czasie jego pobytu na plebanii przestało padać, a spośród chmur wyłonił się olbrzymi księżyc. Gdy znalazł się na zewnątrz, uświadomił sobie, że te wielkie schody, które dały mu schronienie przed deszczem, prowadziły do kościoła.

– Trzymaj się, Danielu – pożegnał go ksiądz – „Nie obawiaj się i nie przerażaj, bo Pan Bóg, mój Bóg, jest z tobą. On cię nie opuści ani nie porzuci” – zapewnił.

Monika Tarnowska

Dodaj komentarz

  1. Redakcja serwisu plockaoaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia.
  2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję.
  3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem.