Następne wydarzenie w:

  • 00 DNI
  • 00 GODZ.
  • 00 MIN.
  • 00 SEK.
+

News

„W nowych kontekstach i w nowych formach wyrazu chrześcijanin jest po raz kolejny powołany do dawania odpowiedzi każdemu, kto pyta o motywy nadziei, która w nim jest (por. 1 P 3,15).” Benedykt XVI

Marsz Niepodległości – historia prawdziwa

Kategorie: Blog

12243915_996151673764179_649396322_n

11 listopada to Święto Odzyskania Niepodległości przez Polskę. Każdy Polak zna tę datę i świętuje ten dzień wedle uznania. A sposobów może być naprawdę wiele. Niektórzy biegają. Inni chodzą na pochody, marsze, jarmarki. Bierzemy udział w apelach patriotycznych. Organizujemy koncerty. Jako katolicy chodzimy na Msze. Są też tacy, dla których to po prostu druga niedziela w tygodniu – wiecie, taka normalna, laicka niedziela – telewizor, lepszy obiad, spanie do południa albo krzyżówki. Nie jest to dla nich nic szczególnego, ot wolny od pracy dzień.

Jako katolik zawsze 11 listopada chodziłem na Mszę Świętą za Ojczyznę. Nie inaczej było dziś, jednak tym razem Eucharystia była dla mnie zdecydowanie wyjątkowa, bowiem była to Msza Święta w kościele parafii św. Barbary w Warszawie poprzedzająca Marsz Niepodległości. Tak, ten Marsz Niepodległości. Ten po którym zawsze w mediach unosił się dym i niesmak, zresztą nie bez powodu. To podczas tego wydarzenia regularnie co roku dochodziło do starć i zadym. Przynajmniej to oglądałem w telewizji. Czy tak rzeczywiście jest? Musiałem przekonać się sam.

Huk petard, może nie ogłuszający, ale dla mnie co najmniej nieprzyjemny i zbędny – po tym można było szybko zorientować się, gdzie trwa ustawianie się uczestników Marszu Niepodległości. Mnóstwo flag, setki powiewających ponad głowami Polaków, głównie młodych, choć nie tylko. Gdzieś na uboczu widać jakieś małżeństwo z wózkiem, jest nieco ludzi w dojrzałym wieku, nie podeszłym, ale dojrzałym. Ktoś odpalił racę – zakazaną ustawą dot. imprez masowych (jeśli mnie pamięć nie myli), za to bardzo efektownie wyglądającą. Powoli słychać pierwsze skandowane jeszcze dość nieśmiało hasła – „Bóg, Honor, Ojczyzna” czy „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.

Marsz ruszył koło 14 – planowo i, jak powiedział jeden z organizatorów Krzysztof Bosak, doszedł na miejsce nadspodziewanie szybko. Szliśmy półtorej godziny, co jest dobry wynikiem. Dlaczego tak sprawnie poszedł przemarsz? W tym roku było spokojnie – nie doszło do żadnych zadym. PAP pisze o jakichś szybko zażegnywanych bójkach – osobiście nie widziałem ani jednej. Widziałem za to kilkunastu, może dwudziestu paru młodych mężczyzn w kominiarkach, którzy przed wejściem na Most Poniatowskiego bardzo chcieli przedostać się na czoło marszu. Oczywiste było, że raczej nie po to, żeby dojść jako pierwsi, ale (jak się dowiedziałem z mediów) nie udało im się przerwać kordonu złożonego z bardzo dobrze przygotowanej Straży Marszu. Przejście tej trzykilometrowej trasy to czas, kiedy wykrzykiwano hasła. Różne. Na pewno nie wulgarne, bynajmniej z inicjatywy organizatorów (spikera). Ale dla mnie „Polska tylko dla Polaków” pachnie (a może śmierdzi raczej) szowinizmem narodowym czy może po prostu nietolerancją (nienawiścią?) dla wszystkiego co nie nasze (znacznie lepiej brzmiało „Polska krajem dla Polaków”). Jest to niechrześcjiańskie myślenie i mnie się nie podoba, nie utożsamiam się z nim. Pragnę podkreślić, że nie chcę islamizacji – w żadnym wypadku – lecz takie hasła są dla mnie zwyczajnie zbędne. Podobnie jak te nieszczęsne petardy. Nie można zapomnieć też o pozytywnych (z punktu widzenia katolika) aspektach marszu, a dokładnie tych haseł – naprawdę nie spodziewałem się „Nie islamska, nie laicka, tylko Polska katolicka” czy „Ole, ole, to my katole”. W każdym razie Marsz Niepodległości skupił nie tylko patriotów, ale też zwykłych awanturników (brakuje mi lepszego słowa, a to jest niecona wyrost), którzy lubią być tam, gdzie „coś” się dzieje. Bo może będzie dym? Może będzie okazja się wyszaleć? Nie było ich mało, można było ich zauważyć, choć stanowili niewielki ułamek spośród wszystkich uczestników. 

Zabrakło mi wśród ogółu uczestników Marszu Niepodległości takiego ducha polskości – pięknej, szczerej, wiernej. Ducha, którego poczułem wyraźnie jak nigdy dotąd na Mszy Świętej, szczególnie podczas kazania prałata Macieja Szymańskiego. Dla tej Mszy Świętej było warto pojechać do Warszawy. Mam nadzieję, że i za rok uda mi się w niej uczestniczyć. A co do Marszu – czy pójdę ponownie? Nie wiem. Moja polskość lepiej wpisuje się w Eucharystię i miłość do Ojczyzny – największą po miłości do Boga jak mówił prymas Wyszyński – niż w marsz, którego idea jest świetna, lecz psują ją mało myślący przybysze ze stolicy i spoza. Gdyby Marsz Niepodległości w całości składał się z takich ludzi jak ci obecni na Mszy (ich patriotyzm „unosił się w powietrzu, serio) byłoby idealnie. W kościele czuć było, że jesteśmy różni, ale skupia nas Polska. To było piękne. Ważne jest dla mnie, że organizatorzy Marszu byli obecni na Eucharystii i to nie tylko w charakterze oficjeli, dla których będzie to jedna z dwóch Mszy w roku. To o czymś świadczy.

Tomek Racki

Dodaj komentarz

  1. Redakcja serwisu plockaoaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia.
  2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję.
  3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem.